niedziela, 13 maja 2012

Rozdział 1 - Jak się to wszystko nieszczęśliwie zaczęło

     Zapach kawy unosił się w całym biurze. Ach! Kawa! Tylko ona utrzymywała mnie przy życiu. Ledwo żywa siedziałam przy stole ze spuszczoną głową i czekałam, aż David podsunie mi pod nos kubek z napojem. Kim był David? Moim partnerem. Razem pracowaliśmy w jednej z najsławniejszych polskich stron internetowych. Wiele już razem przeszliśmy między innymi robiliśmy materiał z Iraku i pól minowych z wschodniej Afryce. Zawsze razem. Ja z aparatem, on z kamerą lub na odwrót. Teraz czekała nas kolejna wspólna podróż, lecz mniej niebezpieczna. Europa jest mniej niebezpieczna, prawda?
- David, powiedź mi, skąd ty znasz tych kolesi? - spytałam się, gdy odzyskałam świadomość po kilku łykach lury.
- Jakoś tak wyszło. - odpowiedział ziewając.
- Oni są sławni! Nie dadzą byle komu filmować całą ich trasę. Powiedz mi, jak ich poznałeś?
- Mówiłem ci! Tak jakoś wyszło. - przeciągnął się na obrotowym krześle i wrócił do wyboru zdjęć na stronę. W ogóle nie mogłam się skupić na pracy. Z dnia na dzień dowiaduję się, że mam jechać w trasę z moimi idolami, a kolega, który mi to załatwił nie chce mi nic więcej powiedzieć. Coś mi tu ewidentnie śmierdzi. Nie podoba mi się ta sytuacja, ale przecież się już zgodziłam i odwrotu nie było. Bilety zabukowane, hotel zarezerwowany... Opróżniłam kubek z kawy w mgnieniu oka i podeszłam do automatu po kolejną dawkę.
- Czym ty robiłaś te zdjęcia? - zwrócił się do mnie David.
- Jak to czym? Aparatem. - opowiedziałam.
- Chyba ziemniakiem. Przecież tutaj nic nie widać!
- Widać. - zaprotestowałam. - Patrz! - wskazałam palcem na rozmazaną sylwetkę trzymającą w ręce coś butelko podobnego. - To Górniaczka z flaszką.
- Co? Gdzie ty tu widzisz Edytę Górniak? - złapał się za głowę.
- A te nogi? Od razu widać, że ona. - odparłam i wróciłam na swoje miejsce przed stolikiem. Spojrzałam na zegarek. Trzecia nad ranem, a ja musiałam tu siedzieć i oglądać nogi Górniak. Świetnie. Oparłam głowę o blat i marzyłam tylko o śnie. Nie ważne gdzie, chciałam po prostu zasnąć.
- Nie usypiaj! Jesteś mi jeszcze potrzebna! - David poklepał mnie po ramieniu.
- Mam dosyć. Jak chcesz to opraw to głupie Opole. Ja idę do domu. Nawet się jeszcze nie spakowałam tylko siedziałam tu z tobą...
- I pochłaniałaś niezliczone ilości kofeiny. - dokończył za mnie.
- Daj mi spokój! Idę. - powiedziałam i chwyciłam torbę leżącą na krześle obok drzwi.
- Nie wściekaj się już tak. Weź jakieś proszki. - zaśmiał się.
- A znasz jakiegoś dobrego dilera? Jak tak to ja się chętnie zgłoszę. - pokazałam mu język i wyszłam. Stolica po zmroku, szczególnie Praga, wyglądała potwornie przytłaczająco. Skrzyżowałam ręce i wściekła - sama nie wiem na kogo - przemierzałam puste ulice miasta. Zaczynałam żałować, że wyprowadziłam się od ciotki. Miałabym bliżej do pracy, ale nie! Ja chcę być samodzielna. Jak zawsze postawiłam na swoje i teraz musiałam się wlec do mieszkania ponad dwa kilometry. Dotarcie tam nie oznaczało koniec tego dnia. Trzeba się było jeszcze spakować i posprzątać choć trochę, aby smród z lodówki nie ściągną mi na głowę innych, niekoniecznie potrzebnych, lokatorów. Początek najwspanialszej podróży mojego życia nie zapowiadał się wesoło, więc zostało mi w tedy tylko dopilnowanie, aby potem wszystko poszło, jak po maśle. Dobrze by było...
Siedziałam po turecku na ławce i nerwowo przekładałam z ręki do ręki swój telefon. Obok mnie siedział jakiś Chińczyk i co jakiś czas popiskiwał coś do innego Chińczyka siedzącego obok niego. Za mną jakaś kobieta kłóciła się z ochroniarzem, a przede mną pewny mężczyzna męczył się ciągnąc kilka wielkich walizek. A po środku tego zgiełku czekałam, aż David przyjdzie z naszymi papierkami. Jeszcze jakiś czas musiałam oglądać to przedstawienie i zobaczyłam znajomą twarz idącą w moją stronę.
- Trzymaj to twoje. Tylko nie zgub. - pouczył mnie. Zawsze tak robił. On był dorosłym, doświadczonym dziennikarzem, a ja małą dziewczynką, która przybyła do niego niewiadomo skąd.
- Dobra. To gdzie musimy iść? - spytałam się. On jednak nie odpowiedział mi tylko chwycił za rękę i prowadził do odpowiedniej bramki. Zatrzymał się przy tej z numerem 3.
- Słuchaj. Jest taka sprawa. - zaczął trochę niepewnie. - Bo dalej idziesz sama. Ja zostaję tutaj.
- Że co?! - momentalnie przeszedł mnie niemiły dreszcz.
- To jest twój materiał. Chyba już pora przeciąć pępowinę...
- Co? Jaką pępowinę? Co ty gadasz? - myślałam, że mnie tam rozniesie.
- Uspokój się dzieciaku! Robisz to sama. Wywalili mnie. Rozumiesz jestem już bezrobotny. Opole było naszym ostatnim artykułem. Jestem pewny, że sobie poradzisz. Tak jak wtedy w Afryce. Pamiętasz?
- Tak. - wydobyłam z siebie i potrzęsłam głową. David odwrócił się na pięcie i tak po prostu odszedł. Nie! Przecież ja sobie nie poradzę! Jestem tylko głupim dzieciakiem z aparatem! To on zawsze wszystkiego pilnował. Byłam pewna, że zawalę ten materiał. Stałam tak nieruchowo pośród całego zgiełku i dopiero po chwili dotarło do mnie, że muszę wsiadać. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do bramki. Gdy ją minęłam poczułam, że zostawiłam za sobą wszystko co dotychczas osiągnęłam i zaczynam z pustą kartą. Teraz mogłam polegać tylko na sobie.
Macie pierwszy rozdział. Nienawidzę zaczynać. Mam w głowie już kolejne rozdziały, a tu trzeba jeszcze pierwszy napisać. Potworne uczucie.

1 komentarz:

  1. zaaaajebisty!
    kocham takie blogi, kiedy zaczynam czytać i już sam początek mnie wciąga!
    czekam z niecierpliowścią na więcej :)

    OdpowiedzUsuń