Dałam mojej mamie obietnicę, że jeśli nie wyjdzie mi światowe życie w stolicy, wracam na Śląsk i zaczynam studia. Owszem na studia się wybrałam, lecz nie w moim kraju. Nie ma to, jak sprzedać wszystko co się dotychczas posiadało i z jedną walizką wyjechać do obcego kraju, obcego miasta i do obcych ludzi. To była najbardziej szalona decyzja w moim życiu. A o mało bym nie zdążyła na samolot. Wszystko to przez kolejny wypadek na skrzyżowaniu Puławskiej i Lotników. Nie wiem dlaczego jechaliśmy akurat tą trasą, ale nie wnikałam. To taksówkarz prowadził, nie ja. Tak właściwie to studia przełożyły się trochę w czasie. Najpierw trzeba było na nie zarobić. Jesień w Londynie prawie niczym nie różni się z tą Polską, może dla mnie jest trochę bardziej magiczna. Miasto ma w sobie tyle magii to i jesień w nim musi być magiczna. Kiedyś Złota Polska Jesień była dla mnie Złotą Polską Jesienią, ale po pewnym czasie straciła swoje złoto na rzecz szarości. I co nam wyszło? Szara Polska Jesień. Może wkrótce Londyńska jesień nie będzie magiczna, ale póki co jest i zamierzam się tym cieszyć.
Nie długo cieszyłam się tą jesienią, bo razem z chłopakami kontynuowałam trasę po Europie. Wcześniej zaliczyliśmy już Francję i prawie całe Włochy. Teraz mieliśmy pojawić się w Niemczech, Austrii, Czechach i Polsce. Ta ostatnia pozycja nie napawała mnie optymizmem z oczywistych powodów, ale nie miałam innego wyjścia. Musiałam lecieć tam, gdzie ich manager mi kazał. Praca nie należała do najprzyjemniejszych. Nie z powodu tony papierów Paula, ciągłych telefonów i kubków, które musiałam mu przynosić. Każdy dzień był nie kończącym się pasmem porażek i nie powodzeń przez chłopaków! Robili mi na złość? Chcieli, abym odeszła, albo Paul mnie zwolnił? Dlaczego Harry namawiał mnie na tą pracę, a teraz najbardziej ze wszystkich mi dogryza? Pół roku temu byli całkiem inni. Dlaczego zachowują się inaczej? To dlatego, że jestem zwykłą asystentką, a wcześniej ode mnie zależało, jak zostaną opisani w artykule? Popełniłam błąd zgadzając się? Chyba...
- Masz młoda! - krzyknął Zayn i rzucił w moją stronę kaskiem. Złapałam go, w ostatnim momencie ratując swój nos przed stłuczką.
- Po co mi on? - zapytałam się.
- Jedziemy na tor przeszkód kładami. - odparł Niall uśmiechając się szeroko. Lubiłam ten jego uśmiech. Nieważne, jak bardzo byłabym na niego zła to i tak sama uśmiechałam się na ten widok.
- Spoko, ale po co mi kask? - spytałam się z naciskiem na słowo ,,mi''.
- Bo jedziesz z nami? - odpowiedział Louis tak, jakby to było oczywiste. Na sam dźwięk tym słów poczułam, że słabnę. Musiałam wyglądać na prawdę przestraszoną, bo na ich twarzach pojawiły się złośliwe uśmieszki. Tak właściwie to nie wiem czego się bałam. Jeździłam na kładach i to niejednokrotnie. Często razem z kolegą jeździłam po lasach i łąkach. Pokazywał mi różne triki, a ja starał się je powtarzać. Za zwyczaj mi się udawało. Za zwyczaj... Raz spadłam z maszyny do wody i musiał mnie ratować. Nie umiem pływać, straciłam przytomność. Na moje szczęście, dzień wcześniej mieliśmy kurs pierwszej pomocy. Chłopak musiał coś z niego zapamiętać, bo metoda usta-usta wyszła mu całkiem dobrze. Co ja mówię?! Wyszła mu świetnie, gdyż wciąż żyję! Tym właśnie sposobem zaliczyłam swój pierwszy pocałunek. Założyłam kask na głowę i poszłam za nimi. Zdecydowali, że na początku pojadę, jako pasażer z jednym z nich, a z powrotem sama. Przytaknęłam na to. Jeszcze ja im pokarzę - myślałam. Tak też zrobiłam.
- Mała, skąd ty potrafisz takie rzeczy? - dziwił się Liam, gdy zgasiłam kład w podziemnym parkingu hotelu. - Tego David nauczyć cię nie mógł.
- Mam też innych kolegów. Z resztą ten wasz tor przeszkód może się schować. Myślałam, że dopiero na niego jedziemy, a okazało się, że dawno go już przejechałeś. - tak jechałam z Liam'em. - I tym oto sposobem, wreszcie wygrywam! - oznajmiłam dumnie i wcisnęłam Harry'emu kask do rąk. W tych ,,zawodach'' wygrałam pierwszy raz. Za zwyczaj nie odpowiadałam na ich zaczepki, ale miałam już tego dość i postanowiłam pokazać im swoją drugą naturę. Ta wojna się dopiero zaczyna!