Zawsze miałam problemy z trzymaniem języka za za zębami. Gdybym wcześniej ugryzła się w język prawdopodobnie miałabym jeszcze pracę. Jednakże cieszę się, że wygarnęłam temu gburowi. Od dawna czepiał się mnie o nie wiadomo co. A o papier w drukarce, a o nie wylogowanie się, a o głupie krzesło stojące nie tam gdzie on je postawił. Tym razem zadarł z nie właściwą osobą i w nie właściwym czasie. Miał wielkie szczęście, że byłam świeżo po oczyszczaniu i nie mogłam prostować ręki, bo jeszcze przyszłoby zbierać mu swoje zęby z podłogi. Tak, to prawda. Czasami mam problemy z opanowaniem emocji i już wiele razy miałam przez to kłopoty. Na przykład miałam parę razy problemy z nauczycielami i raz z pewnym dowódcą wojskowym. Nikt nie mówił, że skoro jestem niskim i lekko niezdarnym dzieciakiem nie będę walczyła o swoje. To chyba normalne, że będę, jak lwica bronić swoich przyjaciół?
Pociągnęłam klamkę drzwi, lecz te ani drgnęły. Próbowałam je popchnąć ramieniem, ale to nic nie dawało. Jak można być, aż tak oszczędnym? Drzwi, które się zacinają i w ogóle są z nimi same problemy nie zostaną wymienione, bo właściciela tej zacnej strony na nie stać. Większego kłamstwa nie słyszałam. To naczelny może 4 razy do roku latać na Hawaje, a na głupie drzwi to pieniędzy nie może wydać? Zrobiłam dwa kroki w tył i z całej siły kopnęłam w drzwi, które wreszcie otworzyły się i z hukiem uderzyły w drewniany regał stojący obok. Weszłam do środka pomieszczenia i rzuciłam swoje rzeczy na stół. Zmierzyłam wzrokiem pokój i wzięłam głęboki oddech. Spędzę tu następne 8 godzin - myślałam. Zdjęłam płaszcz i przewiesiłam go przez oparcie krzesła. Z torby wyciągnęłam aparat i wyjęłam z niego kartę pamięci. Zaśmiałam się pod nosem na samą myśl o wszystkich dyskietkach, z których zgrywałam zdjęcia z trasy chłopaków. Przez głowę przewinęły mi się wszystkie wspomnienia z nimi związane. Od tragicznego początku do tragicznego końca. Spojrzałam na komputer przy, którym jeszcze parę miesięcy temu pracował David. Teraz byłam sama. Nie miałam jego, nie miałam nikogo. Byłam sama, jak palec w tej głupiej stolicy. Odpędziłam się od tych bezsensownych myśli i zabrałam się do pracy. Po pewnym czasie mozolnego męczenia się z twarzą Sochy usłyszałam z korytarza wołanie. Odepchnęłam się od biurka i pomagając sobie jedną ręką, wyjechałam na obrotowym krześle do sali, do której zwoływano pracowników. Przewróciłam oczami na sam widok Grześka stojącego przy rzutniku. Nie lubiłam go, ale to już wiecie.
- Chodźcie, chodźcie! Mam dla was coś świetnego. - wymachiwał rękami. Obok mnie stała Małgośka. Pociągnęłam ją za rękaw.
- Psst. Ej. O co mu chodzi? - szepnęłam.
- Ma jakieś newsy o tych twoich kolesiach. - odpowiedziała. O One Direction? To wróżyło tylko same kłopoty. Grzesiek ich nie lubił i podkreślał to na każdym kroku czym mnie bardzo wkurzał.
- Patrzcie na te zdjęcia. Kamila ty szczególnie. - zaśmiał się perfidnie i wskazał na mnie palcem. Wstałam, aby lepiej widzieć ten jego żałosny pokaz slajdów. Zacisnęłam mocno zęby, a dłonie złożyłam w pięści. Zmarszczyłam nos i pokręciłam przecząco głową. Pożałujesz - pomyślałam. I ruszyłam w jego stronę.
- Myślisz, że jesteś taki mądry?! - rzuciłam w jego stronę. Odwrócił się do mnie zdziwiony. Chyba nie spodziewał się, że się mu postawię, bo nigdy tego nie robiłam.
- Owszem. Wreszcie znalazłem haczyk na tych twoich lalusi. - uśmiechnął się cwaniacko.
- Tak? Co niby? Jestem bardzo ciekawa.
- A ty co? Tylko udajesz taką głupią. Nie widzisz, że oni są ćpunami? Z daleka widać, że coś biorą. - o nie! Nie tym razem! Już po tobie! Zrobiłam kilka kroków bliżej niego.
- Zgrywasz się? Myślałam, że, jak się nosi okulary to lepiej się widzi, ale w twoim przypadku jest chyba na odwrót.
- Co masz na myśli? - udawał zdziwionego.
- A to, że oni wcale nie ćpią! Oni są zmęczeni! Ile można tak żyć? Prawie codziennie koncerty, czasem nawet dwa! Wywiady, nagrania, podpisywanie płyt, sesje zdjęciowe i spotkania z fanami... A gdzie miejsce na życie? Zastanów się debilu zanim kolejny palniesz taką głupotę. - wykrzyczałam prawie w jego stronę. Nie obchodziło mnie, że obserwuje mnie cała redakcja i naczelny. Należało mu się i tyle. Odwróciłam się na pięcie i przepychając się przez grupę zgromadzonych tam osób, zostawiałam Grześka za sobą i wróciłam do swojego biurka. Po godzinie Małgośka przyniosła mi jakąś kartkę od naczelnego. Jak się okazało - wymówienie. Powód zwolnienia: Cięcia budżetowe. Tak, na pewno w to uwierzę. Nie pozostało mi nic innego, jak zabrać swoje rzeczy i wrócić do domu. Wychodząc z biurowca minęłam się z Grześkiem. Jestem pewna, że on za tym stał. Był pupilkiem naczelnego. Posłałam mu tylko złowrogie spojrzenie, podniosłam dumnie głowę i poszłam w swoją stronę. Właśnie straciłam pracę. Nie mam za co zapłacić rachunków i w ogóle, ale nie żałuję. Wręcz się cieszę! Czuję się, jakbym zamknęła za sobą pewien rozdział w swoim życiu. Teraz wiem, że słusznie.
Światło przejeżdżającego samochodu na chwilę oświetlił nikłym światłem pokój, a także moją twarz opartą policzkiem o zimną szybę. Przysłuchiwałam się swojemu własnemu oddechowi. Był spokojny, wolny i przeciągły. Wzrok utkwiłam w księżycu wysuwającym się powoli zza blokowisk. Przyzwyczaiłam się już do jego towarzystwa. Był ze mną każdego wieczora. To jemu mogłam się wypłakać, wyżalić i podzielić wrażeniami z minionego dnia. Może zachowywałam się, jak dzieciak, lecz taka już moja natura. Od zawsze byłam inna niż inni. Trochę dziwaczna, z nietypowymi upodobaniami. Na przykład: zawszę macham do lecących samolotów, co na lotnisku jest dość uciążliwe. Albo chodzę tylko po białych pasach na przejściu dla pieszych. Mam takie swoje zasady, których się trzymam i rozmawianie z księżycem do nich należy. Chwyciłam do ręki kubek z kakao, a ciepły dreszcz przeszedł moje ciało. Upiłam łyk i odstawiłam naczynie z powrotem na parapet, na którym też siedziałam. Odgarnęłam grzywkę z czoła i wsunęłam sobie kolana pod brodę. Siedziałam tak jakiś czas rozmyślając o wszystkim i o niczym, gdy usłyszałam dzwonek telefonu. Leżał tuż obok mnie, więc sięgnęłam po niego i odebrałam.
- Halo?
- Cześć Kama. - przywitał się Liam, którego rozpoznałam po głosie.
- Hej. Co się dzieje, że tak nagle wszyscy zaczęliście do mnie dzwonić?
- Przecież jesteś naszą przyjaciółką, prawda? A tak w ogóle to Niall mówił, że można ci się wyżalić, więc pomyślałem sobie...
- Spoko. Ciocia Kamila wszystkich wysłucha. - zaśmiałam się.
- Bo jest taka jedna sprawa. Chodzi o mnie i Danielle. Od pewnego czasu zrobiła się jakaś nerwowa i wciąż narzeka na bóle brzucha. Staram się ją wspierać, ale ona o wszystko obwinia mnie, a ja nawet nie wiem z jakiego powodu... - zaczął. Przysłuchiwałam się mu w ciszy, dokładnie analizując każde słowo. Jego wywody trwały prawie dziesięć minut, a ja już po czterech wiedziałam co się dzieje. Jednak jako, że przez ostatnie półtora roku pracowałam z zawodowymi dziennikarzami wiedziałam, że dobry słuchacz słucha do końca.
- Liam, nie wiem, jak można być takim głupim.
- Coś sugerujesz? - po jego głosie zorientowałam się, że w ogóle nie zrozumiał sensu mojej wypowiedzi.
- Tak! A czy do głowy nie przyszło ci czasem, że Daniell może być w ciąży?
- Co? - chyba miała coś w buzi, bo zaczął kaszleć, jakby się dławił. Po chwili dodał. - Że co?
- Wszystko co mi powiedziałeś na to wskazuje, lecz nie jestem lekarzem i mogę się mylić. Jeśli chcesz się w tym upewnić to w jakiś delikatny sposób uświadom jej, że chciałbyś mieć dzieci, czy coś. Tylko nie tak wprost, bo się obrazi. I pamiętaj! Ja nie mam z tym nic wspólnego.
- Heh. Dzięki. To mi poprawiłaś humor. A tak w ogóle to mam do ciebie jeszcze jedno pytanie.
- Ale szybko, bo się trochę śpieszę. - skłamałam.
- Do pracy pewnie. Należą ci się wakacje. - pouczył mnie.
- Już nie mam pracy. - stwierdziłam sucho.
- Co? Czemu? - lubię jego zdziwiony głos.
- Powiedzmy, że bardzo was lubię. No co to za pytanie? - pośpieszyłam go.
- Jaką masz grupę krwi?
- 0 Rh- , a tak w ogóle to po co ci to wiedzieć? - zaskoczył mnie tym pytaniem. Ciekawe, co mu przyszło do głowy?
- A tak się tylko pytam. Zbieram listę osób, które będą mogły mi pomóc, jak będę się wykrwawiał na śmierć. - oparł pospiesznie i rozłączył się. Wzruszyłam tylko bezradnie ramionami i powróciłam do swojego ostatniego zajęcia.
Pociągnęłam klamkę drzwi, lecz te ani drgnęły. Próbowałam je popchnąć ramieniem, ale to nic nie dawało. Jak można być, aż tak oszczędnym? Drzwi, które się zacinają i w ogóle są z nimi same problemy nie zostaną wymienione, bo właściciela tej zacnej strony na nie stać. Większego kłamstwa nie słyszałam. To naczelny może 4 razy do roku latać na Hawaje, a na głupie drzwi to pieniędzy nie może wydać? Zrobiłam dwa kroki w tył i z całej siły kopnęłam w drzwi, które wreszcie otworzyły się i z hukiem uderzyły w drewniany regał stojący obok. Weszłam do środka pomieszczenia i rzuciłam swoje rzeczy na stół. Zmierzyłam wzrokiem pokój i wzięłam głęboki oddech. Spędzę tu następne 8 godzin - myślałam. Zdjęłam płaszcz i przewiesiłam go przez oparcie krzesła. Z torby wyciągnęłam aparat i wyjęłam z niego kartę pamięci. Zaśmiałam się pod nosem na samą myśl o wszystkich dyskietkach, z których zgrywałam zdjęcia z trasy chłopaków. Przez głowę przewinęły mi się wszystkie wspomnienia z nimi związane. Od tragicznego początku do tragicznego końca. Spojrzałam na komputer przy, którym jeszcze parę miesięcy temu pracował David. Teraz byłam sama. Nie miałam jego, nie miałam nikogo. Byłam sama, jak palec w tej głupiej stolicy. Odpędziłam się od tych bezsensownych myśli i zabrałam się do pracy. Po pewnym czasie mozolnego męczenia się z twarzą Sochy usłyszałam z korytarza wołanie. Odepchnęłam się od biurka i pomagając sobie jedną ręką, wyjechałam na obrotowym krześle do sali, do której zwoływano pracowników. Przewróciłam oczami na sam widok Grześka stojącego przy rzutniku. Nie lubiłam go, ale to już wiecie.
- Chodźcie, chodźcie! Mam dla was coś świetnego. - wymachiwał rękami. Obok mnie stała Małgośka. Pociągnęłam ją za rękaw.
- Psst. Ej. O co mu chodzi? - szepnęłam.
- Ma jakieś newsy o tych twoich kolesiach. - odpowiedziała. O One Direction? To wróżyło tylko same kłopoty. Grzesiek ich nie lubił i podkreślał to na każdym kroku czym mnie bardzo wkurzał.
- Patrzcie na te zdjęcia. Kamila ty szczególnie. - zaśmiał się perfidnie i wskazał na mnie palcem. Wstałam, aby lepiej widzieć ten jego żałosny pokaz slajdów. Zacisnęłam mocno zęby, a dłonie złożyłam w pięści. Zmarszczyłam nos i pokręciłam przecząco głową. Pożałujesz - pomyślałam. I ruszyłam w jego stronę.
- Myślisz, że jesteś taki mądry?! - rzuciłam w jego stronę. Odwrócił się do mnie zdziwiony. Chyba nie spodziewał się, że się mu postawię, bo nigdy tego nie robiłam.
- Owszem. Wreszcie znalazłem haczyk na tych twoich lalusi. - uśmiechnął się cwaniacko.
- Tak? Co niby? Jestem bardzo ciekawa.
- A ty co? Tylko udajesz taką głupią. Nie widzisz, że oni są ćpunami? Z daleka widać, że coś biorą. - o nie! Nie tym razem! Już po tobie! Zrobiłam kilka kroków bliżej niego.
- Zgrywasz się? Myślałam, że, jak się nosi okulary to lepiej się widzi, ale w twoim przypadku jest chyba na odwrót.
- Co masz na myśli? - udawał zdziwionego.
- A to, że oni wcale nie ćpią! Oni są zmęczeni! Ile można tak żyć? Prawie codziennie koncerty, czasem nawet dwa! Wywiady, nagrania, podpisywanie płyt, sesje zdjęciowe i spotkania z fanami... A gdzie miejsce na życie? Zastanów się debilu zanim kolejny palniesz taką głupotę. - wykrzyczałam prawie w jego stronę. Nie obchodziło mnie, że obserwuje mnie cała redakcja i naczelny. Należało mu się i tyle. Odwróciłam się na pięcie i przepychając się przez grupę zgromadzonych tam osób, zostawiałam Grześka za sobą i wróciłam do swojego biurka. Po godzinie Małgośka przyniosła mi jakąś kartkę od naczelnego. Jak się okazało - wymówienie. Powód zwolnienia: Cięcia budżetowe. Tak, na pewno w to uwierzę. Nie pozostało mi nic innego, jak zabrać swoje rzeczy i wrócić do domu. Wychodząc z biurowca minęłam się z Grześkiem. Jestem pewna, że on za tym stał. Był pupilkiem naczelnego. Posłałam mu tylko złowrogie spojrzenie, podniosłam dumnie głowę i poszłam w swoją stronę. Właśnie straciłam pracę. Nie mam za co zapłacić rachunków i w ogóle, ale nie żałuję. Wręcz się cieszę! Czuję się, jakbym zamknęła za sobą pewien rozdział w swoim życiu. Teraz wiem, że słusznie.
Światło przejeżdżającego samochodu na chwilę oświetlił nikłym światłem pokój, a także moją twarz opartą policzkiem o zimną szybę. Przysłuchiwałam się swojemu własnemu oddechowi. Był spokojny, wolny i przeciągły. Wzrok utkwiłam w księżycu wysuwającym się powoli zza blokowisk. Przyzwyczaiłam się już do jego towarzystwa. Był ze mną każdego wieczora. To jemu mogłam się wypłakać, wyżalić i podzielić wrażeniami z minionego dnia. Może zachowywałam się, jak dzieciak, lecz taka już moja natura. Od zawsze byłam inna niż inni. Trochę dziwaczna, z nietypowymi upodobaniami. Na przykład: zawszę macham do lecących samolotów, co na lotnisku jest dość uciążliwe. Albo chodzę tylko po białych pasach na przejściu dla pieszych. Mam takie swoje zasady, których się trzymam i rozmawianie z księżycem do nich należy. Chwyciłam do ręki kubek z kakao, a ciepły dreszcz przeszedł moje ciało. Upiłam łyk i odstawiłam naczynie z powrotem na parapet, na którym też siedziałam. Odgarnęłam grzywkę z czoła i wsunęłam sobie kolana pod brodę. Siedziałam tak jakiś czas rozmyślając o wszystkim i o niczym, gdy usłyszałam dzwonek telefonu. Leżał tuż obok mnie, więc sięgnęłam po niego i odebrałam.
- Halo?
- Cześć Kama. - przywitał się Liam, którego rozpoznałam po głosie.
- Hej. Co się dzieje, że tak nagle wszyscy zaczęliście do mnie dzwonić?
- Przecież jesteś naszą przyjaciółką, prawda? A tak w ogóle to Niall mówił, że można ci się wyżalić, więc pomyślałem sobie...
- Spoko. Ciocia Kamila wszystkich wysłucha. - zaśmiałam się.
- Bo jest taka jedna sprawa. Chodzi o mnie i Danielle. Od pewnego czasu zrobiła się jakaś nerwowa i wciąż narzeka na bóle brzucha. Staram się ją wspierać, ale ona o wszystko obwinia mnie, a ja nawet nie wiem z jakiego powodu... - zaczął. Przysłuchiwałam się mu w ciszy, dokładnie analizując każde słowo. Jego wywody trwały prawie dziesięć minut, a ja już po czterech wiedziałam co się dzieje. Jednak jako, że przez ostatnie półtora roku pracowałam z zawodowymi dziennikarzami wiedziałam, że dobry słuchacz słucha do końca.
- Liam, nie wiem, jak można być takim głupim.
- Coś sugerujesz? - po jego głosie zorientowałam się, że w ogóle nie zrozumiał sensu mojej wypowiedzi.
- Tak! A czy do głowy nie przyszło ci czasem, że Daniell może być w ciąży?
- Co? - chyba miała coś w buzi, bo zaczął kaszleć, jakby się dławił. Po chwili dodał. - Że co?
- Wszystko co mi powiedziałeś na to wskazuje, lecz nie jestem lekarzem i mogę się mylić. Jeśli chcesz się w tym upewnić to w jakiś delikatny sposób uświadom jej, że chciałbyś mieć dzieci, czy coś. Tylko nie tak wprost, bo się obrazi. I pamiętaj! Ja nie mam z tym nic wspólnego.
- Heh. Dzięki. To mi poprawiłaś humor. A tak w ogóle to mam do ciebie jeszcze jedno pytanie.
- Ale szybko, bo się trochę śpieszę. - skłamałam.
- Do pracy pewnie. Należą ci się wakacje. - pouczył mnie.
- Już nie mam pracy. - stwierdziłam sucho.
- Co? Czemu? - lubię jego zdziwiony głos.
- Powiedzmy, że bardzo was lubię. No co to za pytanie? - pośpieszyłam go.
- Jaką masz grupę krwi?
- 0 Rh- , a tak w ogóle to po co ci to wiedzieć? - zaskoczył mnie tym pytaniem. Ciekawe, co mu przyszło do głowy?
- A tak się tylko pytam. Zbieram listę osób, które będą mogły mi pomóc, jak będę się wykrwawiał na śmierć. - oparł pospiesznie i rozłączył się. Wzruszyłam tylko bezradnie ramionami i powróciłam do swojego ostatniego zajęcia.